Chrześcijaństwo a sztuki walki

Medjugorie i karate.

Wszystko stało się w Medjugorie. Pojechałem tam z grupą przyjaciół. Nie byłem jeszcze wtedy księdzem, ale uczyłem religii, a jednocześnie byłem trenerem karate. Moja rodzina jest bardzo wierząca i religijna, a ja nigdy nie zrezygnowałem z fundamentu, jaki stanowi katolicyzm. Bardzo ważne dla mnie było szukanie prawdziwego doświadczenia duchowego, więc zacząłem uczestniczyć w seminariach Odnowy w Duchu Świętym. Ksiądz, który je prowadził, zorganizował właśnie ten wyjazd do Medjugorie, w którym uczestniczyłem. Tam przeżyłem wielki wstrząs duchowy – na tyle silny, ze zakwestionował 15 lat doświadczeń, będących połączeniem chrześcijaństwa i duchowości zen.

Więcej niż tylko sportowa agresja

Po powrocie z Medjugorie nie odczuwałem żadnego problemu w związku ze sprzecznościamimiędzy tymi dwiema duchowościami. Byłem przekonany, że oddając całe życie Bogu przez ręce Maryi, będę mógł prowadzić wspaniałą ewangelizację na Sali treningowej, wśród chłopaków, którzy sami nigdy nie poszliby do kościoła. Ale im dłużej o tym myślałem, ciągle trenując, tym bardziej zacząłem odczuwać jakiś dziwny niepokój i napięcie. Uświadomiłem sobie zdumiewającą rzecz, mianowicie ćwicząc te same techniki, które zawsze sprawiały mi wiele radości, miałem poczucie zamętu i lęku. Nie rozumiałem, co się dzieje. Cała radość, miłość, pokój serca – to doświadczenie związane z pobytem w Medjugorie, z każdym treningiem gdzieś znikało.

W tym bałaganie myśli, pełen wątpliwości, spotkałem się z matką przełożoną benedyktynek w Żarnowcu, Jolantą Rzoską. Ma ona niezwykły charyzmat rozpoznawania powołań i rozeznawania duchów, które działają w człowieku. Po długiej rozmowie i modlitwie powiedziała mi, że Matka Boża ma dla mnie piękny plan, ale tym, co mnie odgradza od Niej, co nie pozwala wypełnić tego planu, jest sztuka walki, którą trenuję. Z perspektywy czasu widz1), że sztuka walki odgradzała mnie od realizacji planu przygotowanego przez Maryję jakby dwuaspektowo.

Po pierwsze, sprawiał to wyjątkowo brutalny charakter stylu walki, który ćwiczyłem. Moja psychika była bardzo mocno przeniknięta złowrogą, stalową agresywnością i bezwzględnością. To było widać w oczach i uzewnętrzniało się nawet podczas walk treningowych, kiedy koledzy przerywali walkę, mówiąc: Człowieku, co ty masz w oczach? Chcesz mnie zabić?! Ja z tobą nie walczę. Kiedyś przyjechałem do przyjaciela naszej rodziny, benedyktyna, o. Karola Meissnera. On przyjrzał mi się uważnie i zapytał: Dominiku, co się stało z twoimi oczami? Mnie się wydawało, że nic się nie zmieniło, nic się nie stało, ale z biegiem czasu zacząłem rzeczywiści zauważać coś, co było dla mnie bardzo tajemnicze.
Po drugie – sporty walki to była pasja mojego życia. W końcu pojąłem, ze w istocie był to grzech idolatrii – łamanie pierwszego przykazania.

Sztuki walki niebezpieczne dla chrześcijanina

Wszystko to, co popularnie nazywamy sztukami walki, można podzielić na cztery kategorie. Pierwsza z nich to szeroko pojęta samoobrona, określana dzisiaj często słowem combat. Są to proste i bardzo skuteczne techniki walki, które maja być wykorzystywane do obrony w sytuacji zagrożenia na ulicy. Combat ma wersję cywilna, czyli łagodniejszą, i bojową, przeznaczoną dla żołnierzy, policjantów, grup antyterr0rystycznych itp. Nie ma tu żadnego odnoszenia się do Duchowości Dalekiego Wschodu, religii, medytacji, pracy z „energiami” itp. Zadaniem współczesnej samoobrony jest zwycięska konfrontacja z napastnikiem często uzbrojonym, liczniejszym, nierzadko pod wpływem narkotyków, a więc nie odczuwającym bólu. Celem treningu jest więc umiejętność wyzwolenia silnej, eksplozywnej, ale kontrolowanej agresji w trakcie napadu, ponieważ wtedy techniki combatowe są najskuteczniejsze. W osiemdziesięciu procentach skuteczność technik samoobrony związana jest z kontrolą strachu,, wyzwoleniem kontrolowanej agresji, również agresji słownej, co ma napastnika zaskoczyć. Najpopularniejszymi w Polsce systemami combatowymi są: izraelska krav maga, kapap, combat 56, defendo. Czy trenowanie tych systemów samoobrony może być zagrożeniem dla chrześcijanina? Zauważam jedną ewentualność. Codzienny trening na dość wysokim poziomie pobudzenia emocjonalnego, w tym też agresji, może – ale nie musi – mieć różne konsekwencje pochodzące z niekontrolowanych reakcji agresywnych w innych sytuacjach, niezwiązanych z napadem na ulicy.

Dalej są sporty walki, np. MMA, boks, savate, judo, zapasy, taekwondo, brazylijskie jujitsu, kick boeing, karate sportowe, kung-fu sportowe, czyli sanda, jujitsu sportowe. Trening jest tu związany całościowo z metodologią zachodniego sportu. Sporty walki są fundamentalnie, całkowicie odseparowane od inicjacji duchowych w jakiekolwiek wschodnie religie czy duchowości, więc dla chrześcijanina nie stanowią zagrożenia duchowego. Może jednak zdarzyć się tak, że np. trenując sportowe karate czy kung-fu na zaawansowanym poziomie, zawodnik będzie trenowany przez mistrzów z Japonii czy Chin, dla których nawet sportowo uprawiane style walki są religijną drogą rozwoju duchowego. Wtedy może dochodzić do sytuacji, w których mistrzowie będą nakazywać medytacje zen czy inne praktyki duchowe. Chrześcijanin musi wówczas stanowczo odmówić.

Trzecia kategoria to wschodnie tradycyjne sztuki walki, które oparte są na uniwersalnych wartościach moralnych, takich jak pokora, uprzejmość, szacunek, grzeczność, pracowitość – chociaż w praktyce z etyką na co dzień jest bardzo różnie, szczególnie u mistrzów, którzy powinni być przykładem. W tej kategorii z reguły nie ma bezpośredniej inicjacji w obcą duchowość; jest przede wszystkim poszerzanie zainteresowań bogactwem kultury, obyczajów, życia codziennego ludzi Wschodu – czyli tym, co interesuje choćby każdego podróżnika. Na treningach może jednak mieć miejsce nie tylko pogłębiania teoretycznej wiedzy, ale i inicjowanie praktyczne w duchowość wschodnią. To zależy od instruktora prowadzącego zajęcia, jego systemu wartości, przekonań religijnych i tego, co zaproponuje ćwiczącym.

Wreszcie czwarta grupa to sztuki walki o charakterze inicjacyjnym duchowo. W samej nazwie i idei zawarty jest warunek, że mają stać się drogą życia. „Na powierzchni” są skoncentrowane wokół uniwersalnych wartości moralnych, natomiast „pod spodem” jest cała masa różnych rytuałów i technik inicjujących w duchowość buddyzmu, taoizmu, konfucjanizmu. Według mnie na tym poziomie trzeba już się zdecydować: albo trenuje się taką sztukę walki i staje się ona drogą życia, albo rezygnuje się z niej i przechodzi do którejś z trzech poprzednich kategorii.

Trenowanie np. kung-fu, karate, aikido, jujitsu w kontekście religijnym i inicjującym duchowo, poprzez medytację zen, pracę z energiami ki, chi, otwieranie czakramów, z wiarą w całą energetyczną wizję wszechświata i człowieka, którą proponują religie Wschodu, może być bezpośrednim otwarciem się na działanie sił demonicznych. W zależności jednak od postawy instruktora, można wyżej wymienione walki trenować bez inicjacji duchowych, koncentrując się tylko na fizycznych umiejętnościach walki. Dobre rozeznanie nie jest łatwe, zwłaszcza w fazie początkowej.

Technika a duchowość

Czy możliwe jest oddzielenie techniki od duchowości? Zdania są podzielone. Jedni mistrzowie twierdzą, ze tak, inni, że nie, ponieważ technika wschodnich sztuk walki jest zbyt mocno zakorzeniona w duchowości, by ich rozdzielenie było możliwe. Ta sama technika może być trenowana i przekazywana dwojako, w zależności od stylu walki, światopoglądu mistrza, jego inicjacji w energetyczną wschodnią duchowość. Może być uczona jako fizyczny aspekt duchowości buddyzmu i taoizmu, powiązanych ze wschodnia wizja energetyczną wszechświata albo – u innego instruktora, odżegnującego się od wschodniej mistyki – tylko jako ruch fizyczny, tłumaczony i uczony według zwykłych zasad biomechaniki ciała.

Na przykład Morihei Ueshiba swoją sztukę walki „zobaczył” w trakcie transu mediumicznego w sekcie omoto-kyo, nawołującej do odkrycie w sobie boskości poprzez specjalne medytacje oczyszczające. Jak opisuje jego syn Kisshomaru w książce „Duch Aikido”, w czasie owego transu oświeceniowego zostało Ueshibie przekazane nowe rozumienie sztuki walki, którą nazwał on „drogą zharmonizowanej energii” – aikido. Każdą z technik uświęcił poprzez kotodama, czyli świętą wibrację, będącą wyrazem funkcji i zasady działania bóstw shintoistycznych. Założył świątynią Aiki w celu uczczenia 43 bóstw, które chronią i dają rozrodcza moc aikido. Ueshiba zawsze powtarzał, że aikido nie pochodziło od niego, tylko od bogów, którzy chronili go i ukształtowali jego działalność.

Z publikacji popularyzatorskich, które ukazały się na polskim rynku, wyłania się postać założyciela aikido jako wręcz świętego. Jednak rzetelne źródła biograficzne przedstawiają Ueshibę jako postać bardzo kontrowersyjną. Z drugiej strony jest wielu instruktorów aikido odżegnujących się od religijności i opowieści Ueshiby o duchach, bóstwach, energiach i nadprzyrodzonych mocach w aikido, a koncentrujących się tylko na fizycznym aspekcie techniki. Czy to możliwe?

Według mnie jest to kwestia bardzo dyskusyjna, biorąc pod uwagę to, jak powstały owe techniki i komu są one fundamentalnie poświęcone.

Inne style inicjujące

Wszystkie style tradycyjnego kung-fu, karate czy jujitsu, w których łączy się technikę fizyczną z praktykowaniem wschodnich medytacji, z wiara we wschodnią energetykę wszechświata, z otwieraniem się na „kosmiczną” energię meridianów, czakramów itd., są inicjujące (np. w niektórych stylach filipińskich na poziomie mistrzowskim składa się przysięgę bogini Kali). Kontrowersyjną, taneczną sztuką walki jest też brazylijska capoeira, która zwykle jest mocno powiązana z religią candomble’, wyznającą kult bóstw pogańskich orixas i pogańską obrzędowość. Niejednokrotnie w Brazylii mistrzowie capoeiry są jednocześnie kapłanami tego kultu, zaś w czasie treningu propagują różnego rodzaju gesty inicjacyjne, kiedy np. mistrz błogosławi instrumentem muzycznym każdego ćwiczącego, twierdząc, że w owym instrumencie jest ukryta moc axe.

Spotkałem się jednak także z innym podejściem do capoeiry. Misjonarz ze Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia z Brazylii, ks. Rafael, mówił mi, że trenuje wraz z innymi osobami capoeirę – jednak podczas uprawiania tańca walki śpiewają oni chrześcijańskie pieśni uwielbiające Jezusa jako jedynego Pana i Boga, odżegnując się całkowicie od wszelkich gestów, rytuałów i pieśni poświęconych bóstwom candomble’.

Komu potrzebne są ukłony?

Ukłon, który wykonywany jest na treningach, w naszym kręgu kulturowym jest przede wszystkim okazaniem szacunku mistrzowi i współćwiczącemu, tak jak podawanie ręki. Na treningach w większości sztuk i sportów walki ukłonem wyrażamy szacunek dla założyciela stylu, instruktorów i ćwiczących na Sali. Nikt nie traktuje mistrzów czy współćwiczących jako bogów, którym należna jest cześć boska. Dobrym porównaniem może być żołnierz salutujący przed sztandarem. Czy nazwiemy salutowanie sztandarowi szkoły, uniwersytetu, pułku, klubu sportowego lub drużyny harcerskiej oddawaniem czci bożkom?

Jednak prawda jest, że na Dalekim Wschodzie wielu mistrzów sztuk walki wymaga od swoich uczniów czegoś więcej niż tylko normalnego szacunku: wymaga całkowitego posłuszeństwa, co dla chrześcijanina jest nie do przyjęcia. I tu trzeba koniecznie podkreślić niebezpieczeństwo kłaniania się wiszącym w dojo, czyli miejscach ćwiczeń, wizerunkom założyciela aikido, Morihei Ueshiby, który wprost uważał siebie za wcielenie bóstwa shintoistycznego. Ukłon do wizerunku Ueshiby w dojo z punktu widzenia chrześcijańskiego uważam za absolutnie zabroniony. W wielu dojo aikido na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych zrezygnowano z wieszania wizerunku mistrza.

Inne niebezpieczne aspekty trenowania

Mógłbym jeszcze ostrzec przed czymś, co dla mnie i wielu moich kolegów stanowiło swoisty problem. Otóż trening mentalny dążył do zintegrowania ciała i umysłu tak, by zawsze być gotowym na jakikolwiek atak. Widząc np. człowieka w windzie, zaczynałem wizualizację: gdyby mnie zaatakował, musiałbym tak i tak zareagować. Ta wizualizacja i nastawienie umysłu na to, że każdy, z kim rozmawiam, kogo mijam na ulicy, może być potencjalnym przeciwnikiem i w każdej chwili musze być gotowy do walki o życie – nie jest normalne. Mnie osobiście bardzo to przeszkadzało w modlitwie, podczas Mszy świętej, w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Ciągle wizualizowałem różne możliwe scenariusze walki, gdybym został nagle zaatakowany. Podczas modlitwy byłem ciągle rozproszony, mimo prób koncentracji na Jezusie. Nieustannie pojawiały się obrazy z treningów, różne sytuacje z walk, kombinacje technik. Ciekawe, że w czasie medytacji zen nie było problemu z tego typu rozproszeniem.

W sztukach walki taki stan umysłu jest jednym z celów, do którego się dąży. To tzw. Stan zanshin. Mistrz karate Funakoshi powtarzał nieustannie: Bądź gotowy na atak w każdej chwili, podczas każdej czynności, cokolwiek robisz.

Sztuki walki dla dzieci

Rodzice zapisując swoja pociechę na trening np. aikido, nie dojrzą zadnegto z wyżej wymienionych zagrożeń. Do pewnego czasu bowiem nauka każdego rodzaju sztuk walki, również tych inicjujących duchowo ma formę zabawy, gier aktywizacyjnych i nauk prostych technik, tak aby dziecko, zafascynowane zabawą, chciało wracać na trening. Dzieciom nie mówi się o medytacji zen, energiach ki, technikach duchowych itp. Natomiast później, szczególnie w wieku dorastania i buntu młodzieńczego, dziecko może zacząć fascynować się mocami kryjącymi się np. za duchowością aikido i rozpocząć „zabawę” w manipulowanie różnymi energiami wewnętrznymi – a to już jest bardzo niebezpieczne.

Warto na początku zapytać instruktora o to, w jaki sposób dziecko będzie trenowało, jak instruktor rozumie medytację lub techniki relaksacyjne, czy i jakim stopniu będzie podejmował na treningach kwestie duchowe, etyczne albo religijne w odniesieniu do religii wschodnich. Warto przez pewien czas pochodzić z dzieckiem na treningi, zobaczyć co i jak dziecko trenuje, poznać bliżej instruktora. Trzeba też zaznaczyć, że wielu chrześcijańskich rodziców niepokoi się, słysząc np. o medytacji, która rozpoczyna i kończy trening. Proszę mi jednak wierzyć, że w większości stylów z trzech pierwszych kategorii opisanych powyżej, medytacja na treningach nie ma nic wspólnego ze wschodnią medytacją – jest jedynie chwilą ciszy, krótkim, intensywnym skoncentrowaniem się i przygotowaniem do rozpoczęcia treningu lub kolejnego ćwiczenia. Tym niemniej warto zapytać instruktora o to, co on sam rozumie przez słowo „medytacja” i czego chce nauczyć nasze dziecko. Natomiast w stylach walki z czwartej kategorii techniki medytacyjne są uczone prawie zawsze według wschodnich nauk mistrzów medytacji, najczęściej mistrzów medytacji zen.

Do ciekawych wniosków doszli amerykańscy psychologowie sportu. Na podstawie wielu doświadczeń stwierdzili oni, że małe dzieci nie powinny być uczone sportów czy sztuk walki tzw. uderzanych, ponieważ w naturalny sposób maksymalizują one w dziecku agresję: uczą i pokazują, jak uderzyć kogoś w twarz, kopnąć w brzuch itd. Dlatego naukowcy radzą zapisywać dzieci na treningi tzw. Sportów chwytanych, czyli judo, zapasów i brazylijskiego jujitsu. Nie ma w nich rozbudzania agresji, wyzwalanej przez uderzenia i kopnięcia, natomiast jest dużo walki na chwyty, przepychanek, rzutów, kulania się w parterze.

Instruktorzy chrześcijańscy

Jedni z najlepszych wojowników MMA, Vitor Belfort czy Ben Henderson, głośno mówią o swojej relacji z Jezusem i pięknie o pójściu za nim drogą Ewangelii. Inny wielki wojownik, Rosjanin Fiodor Emelianenko, również nie wstydzi się swojej wiary, trenuje i jeździ na zawody z kierownikiem duchowym, będąc przykładem wielkiego mistrza sportów walki i człowieczeństwa. W mieszanych sportach walki, które rozwijają się najbardziej dynamicznie, jest to szczególnie ważne, ponieważ tacy ludzie stają się wzorem do naśladowania dla wielu młodych. Bardzo znany z głoszenia relacji z Jezusem jako najważniejszej w życiu jest aktor i mistrz karate wszechstylowego Chuck Norris.

Niedawno był w Polsce wielki Benny Urquidez, wielokrotny mistrz świata w kick boxingu. Trenował adeptów tego sportu, dzieląc się jednocześnie z nimi swoja wiarą. Dużo czasu spędził przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, a potem opowiadał o niezwykłym duchowym przeżyciu, którego tam doświadczył.

W polskim kick boeingu przykładem wielkiego mistrza i człowieka głęboko wierzącego jest Marek Piotrowski, który swoją postawą i przekonaniami wywiera duży wpływ na trenujących sporty walki w Polsce. Warto wspomnieć także o warszawskim klubie „Serafin” braci Skupińskich, gdzie trenuje się tajski boks i MMA w oparciu o całkowicie chrześcijański rozwój duchowy ćwiczących. Kilkadziesiąt lat temu bracia Brudni założyli Pszczyńską Szkołę Walki, w której fundamentem są zasady chrześcijańskiego rozwoju duchowego. Z tych też szkół, gdzie obowiązkowe były rekolekcje, modlitwa przed treningiem i po nim, pochodzi kilkunastu księży.

Chociaż w niektórych szkołach walki w Polsce dochodzi do pomieszania wschodniego światopoglądu(w oparciu o medytację zen) i chrześcijaństwa, to jednak zdecydowana większość nie jest zainteresowana religiami Wschodu. Trenujący chcą poprawić kondycję i nauczyć się walczyć.

ks. Dominik Chmielewski SDB

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.