MODLITWA, SKRUCHA I PRZEBACZENIE W MAŁŻEŃSTWIE…

Konferencja Ks. Dominika Chmielewskiego

Modlitwa, Skrucha i Przebaczenie w Małżeństwie,

Rozważania Drogi Krzyżowej dla Małżeństw

Kochani moi, niech Duch święty zstąpi na nas. Niech Jego moc wypełni nasze ciała, duszę i ducha. Duchu Święty, wzywamy Cię, przyjdź. Całkowicie otwieramy Ci nasze ciała, naszą duszę i naszego ducha, abyś je wypełnił. Niech Twoja obecność zstąpi na każdego z nas. Potrzebujemy Ciebie Duchu święty jak oddechu. Potrzebujemy Ciebie, abyś zmienił nas i przetransformował w nowych ludzi zwanych chrześcijanami, czyli niosącymi Chrystusa. Maryjo, Oblubienico Ducha, przygotuj teraz każdego z nas na zstąpienie w nasze wnętrza Twojego małżonka. Przygotuj nas Maryjo. Okryj nas swoim płaszczem. Otwórz drzwi sanktuarium naszego serca Duchowi Świętemu.

Maryjo, ukryj mnie…

Maryjo, razem z Tobą stajemy pod krzyżem Chrystusa i przyjmujemy Jego krew na nasz umysł, naszego ducha i nasze ciało.

Krwi Chrystusa zwyciężająca złe duchy – wybaw nas…

W Twej świętej krwi, Jezu, zamykamy też wszystkie spotkane dzisiaj osoby, wszystkie nasze rozmowy, wszystkie nasze myśli, gesty, czyny – zamykamy Jezu w Twojej krwi.

Powtarzajcie teraz za mną:

Jezu Chryste, w Twojej świętej krwi zanurzam również jakąkolwiek relację, spotkanie z kimś kto chce mi szkodzić. W Twojej świętej krwi zamykam wszelki przepływ duchowy pomiędzy mną a piekłem. Panie Jezu Chryste, wyznaję, że jeśli jestem w Twojej krwi, staję się niewidzialny dla zła. Szatan nie może we mnie uderzyć, bo mnie po prostu nie widzi. Twoja święta krew niech mnie całkowicie pieczętuje w mocy Boga i w Jego ochronie. Amen.

I was, aniołowie stróżowie, prosimy o szczególną opiekę, ochronę i uwrażliwienie naszych serc i umysłów na przyjmowanie natchnień Ducha Świętego. Aniele Boży, stróżu mój…

Maryjo, prosimy Ciebie, abyś prowadziła nas w tym dniu. Ty, która jesteś naszą mistrzynią. Ty, która prowadzisz nas i uczysz nas i szkolisz nas w jak najpiękniejszej relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem. Prosimy Cię, abyśmy słuchali Cię, nie wyrywali się z Twoich rąk. Aby ten kolejny dzień, który nastaje, stał się kolejnym zwycięstwem Jezusa Chrystusa w naszym życiu. Pod Twoją obronę…

Każdy z nas jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Pamiętacie, mówiliśmy na ostatniej mszy świętej, że dopiero kobieta i mężczyzna razem są obrazem Boga. I dopiero kobieta, która modli się do Boga i dopiero mężczyzna, który modli się do Boga jest obrazem modlitwy Boga do Boga, między Jezusem a Ojcem. Bardzo często my mężczyźni mamy skłonność do tego, aby deprecjonować emocjonalność i uczuciowość kobiet na modlitwie w ich relacji z Bogiem. I albo się śmiejemy z tego, albo lekceważymy to, albo traktujemy to po prostu na takiej zasadzie: „Popłacz sobie, ale wiesz, najważniejsze jest twarde stąpanie po ziemi, konkret.” itd. Natomiast, kiedy w Piśmie Świętym patrzymy na wzorcową modlitwę, mówię oczywiście o księdze psalmów – że psalmy są obrazem doskonałych propozycji modlitw, którymi zresztą bardzo często modlił się Jezus. Widzimy, że psalmy są nieprawdopodobnie pełne emocji, uczuć, takiego całkowitego zaangażowania człowieka w relację z Bogiem. Jeśli naprawdę chcesz nauczyć się modlić całym sobą, to psalmy powinny być studiowane przez ciebie codziennie. Nie tylko jako modlitwa wypowiedziana, czy przeczytana, ale modlitwa przeżyta. Psalmy są absolutnym wzorem do modlitwy. Jezus wielokrotnie w ciągu swojego życia na ziemi modlił się psalmami. Jako Izraelita musiał nieustannie modlić się psalmami, ale też Ewangelie zapisały wiele momentów, w których Jezus modlił się psalmami. Nawet umierając na krzyżu modlił się psalmem: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił”. Więc modlitwa psalmami, jako wzór modlitwy, zaangażowania całego człowieka w relację z Bogiem, jest kluczem do tego, w jaki sposób otwierać się przed Bogiem na modlitwie. Więc jeśli mężczyzna i kobieta razem, ich wspólna modlitwa staje się na obraz modlitwy Trójcy Świętej, to musimy zrozumieć – my, jako mężczyźni, i wy kochane kobiety, jako kobiety – że czegoś będzie zawsze brakować naszej modlitwie – jeśli pokornie nie będziemy uczyć się modlitwy mojego współmałżonka, z jego sposobem patrzenia na Boga, z jego emocjami, z jego charakterem, z jego osobowością. Bardzo często kobieta będzie nam ukazywać moc modlitwy serca, ponieważ ona w naturalny sposób angażuje swoje serce w modlitwę. Ale często emocje kobiety będą zbyt mocno rozbujane i potrzeba, aby je stonować. Nie z tego powodu, że są złe, ale po to, aby zostały skierowane na drogę konkretnych decyzji i konsekwencji tych decyzji – a to już jest domena męskiej modlitwy. Dopiero razem, kobieta z mężczyzną, mogą dopełniać prawdziwą modlitwę, która z jednej strony jest zaangażowaniem serca, a z drugiej bardzo konkretnym, decyzyjnym myśleniem. To jest niesłychanie ważne. Modlitwa małżeńska, do której przecież jesteście powołani, powinna stanowić nieustanne wspólne nowych sposobów modlitwy małżeńskiej. Tym, co najbardziej kuleje u nas, jest to, że od początku nauczyliśmy się modlić sami. Wiara jest sprawą prywatną nawet w małżeństwie. Wielu z nas tak funkcjonuje. Ty klękniesz przy łóżeczku – swoje modlitwy powiesz; ty klękniesz przy łóżeczku – swoje modlitwy powiesz i idziesz do łóżka. Natomiast w momencie, w którym jesteśmy nie Ja i Ty, ale MY, również nasza modlitwa przyjmuje postać MY – Razem. Gdzie dwóch albo trzech zgromadzonych jest w imię moje, tam Ja jestem pośród nich – powie Jezus. Gdzie dwóch zgodnie o coś prosić będą, to da im Ojciec niebieski, który jest w niebie. Jeżeli zgodnie o coś prosić będą. I tu dochodzimy do jednej z najbardziej trudnych sytuacji w naszym życiu małżeńskim. Chodzi o zgodność, czyli tą symfonię, połączenie serca, połączenie duszy i połączenie ciała w jedną, harmonijną małżeńską całość na modlitwie. I kiedy rozmawiam wielokrotnie z małżeństwami (wy między sobą też rozmawiacie na ten temat) widzicie, że najtrudniej na modlitwie jest o to symphoneo. O tą zgodność, tą jedność ciała, duszy i ducha ze swoim współmałżonkiem. Możemy nawet klęknąć razem z żoną i odmówić dziesiątkę różańca, ale mur różnych niechęci, zranień w ciągu dnia itd. powoduje, że i tak nie jesteśmy razem. Razem mówimy tą samą formułę modlitewną, ale nie jesteśmy razem, cieleśnie, duchowo i emocjonalnie. A tylko taka modlitwa ma moc sprowadzenia każdej łaski z nieba na małżeństwo i rodzinę.

Co stanowi największy problem w takiej modlitwie? Oczywiście brak przebaczenia. Osłuchaliśmy się z przebaczeniem na tysiące różnych sposobów i kiedy po raz kolejny słyszysz, że masz przebaczyć, to praktycznie rzecz biorąc ty już dokładnie wiesz, co masz zrobić: „Tak, wiem, co mam zrobić, tak. Przebaczyć.” itd. Ale tyle razy nie potrafimy tego zrobić tak, jak trzeba to zrobić. Teoretycznie wszystko wiemy, natomiast praktycznie okazuje się, że mamy cały czas potężny problem w przebaczeniu.

Czym więc jest przebaczenie w relacji małżeńskiej? Przebaczenie w relacji małżeńskiej jest przede wszystkim przyznaniem się do tego, co zrobiło się współmałżonkowi złego (to raz). Dwa, wysłuchanie od strony współmałżonka, jak on odebrał to, co się stało. Bo dla nas czasami jest to zupełnie zaskakujące, że mój współmałżonek może mieć do mnie pretensje, uraz, czy żal o taką sytuację, czy o takie zachowanie. Ja mogę być przekonany, że nic złego nie zrobiłem. Nie miałem najmniejszej intencji, żeby tak postąpić, ale niestety mój współmałżonek tak to odebrał i tak bardzo go to zraniło. Więc drugim punktem w przebaczeniu jest wysłuchanie bólu i cierpienia z przeżytej sytuacji mojego współmałżonka. I dopiero potem poproszenie o przebaczenie i wybaczenie. Te trzy punkty w relacji małżeńskiej są bardzo ważne. I tego kochani musimy się w małżeństwie bardzo uczyć, ponieważ każdy z nas to jest inny świat. A świat między mężczyzną a kobietą jest jeszcze bardziej różny, jeszcze bardziej inny, jeszcze bardziej niezrozumiały. Kobiety mają jeszcze tą słabość, że one bardzo często nawet same siebie nie rozumieją, a co dopiero chcą żeby ich zrozumiał mąż. Jak sama siebie nie rozumiesz, to co ty chcesz, żeby cię mąż zrozumiał? Ma się domyślić… Słuchajcie, kiedyś widziałem takie zdjęcie Pana Jezusa i podpis „Jedyny mężczyzna, który się domyśla”. Więc drogie panie, musicie mieć tą świadomość, że po grzechu pierworodnym wasza emocjonalność jest bardzo zraniona. Po grzechu pierworodnym wy praktycznie rozumujecie emocjami. Emocje są dla was rzeczywistością, która wyznacza prawdę lub fałsz. „To, co czuję jest prawdą – to czego nie czuję jest nieprawdą. Jeśli coś czuję, to jest, a jak nie czuję, to tego nie ma.” Emocjonalność kobiety po grzechu pierworodnym jest bardzo zraniona. I musicie mieć tą świadomość, drogie panie, że same nie rozumiecie tego, co się w was dzieje. Po grzechu pierworodnym największym problemem mężczyzn jest kompletne rozstrojenie seksualne i egoizm. Czyli, patrzenie na kobietę tylko i wyłącznie w kontekście zaspakajania seksualnej przyjemności i różnych innych przyjemności zmysłowych i egoistycznych potrzeb. I to jest w nas bardzo zranione. Jeśli nie mamy świadomości tego, że to jest w nas główna rana, to możemy mieć wielki problem w przebaczaniu sobie nawzajem. Uważaj, emocje to nie jest tylko to, że coś przeżywasz. Emocje u kobiety, to jest ich rzeczywisty świat. Świat, w którym niezrównoważone, niewychowane emocje powodują powstawanie masy lęków w sercu kobiety. Masę podejrzeń, wątpliwości „czy ja jestem kochana”. Nie wychowane emocje powodują ogromna ilość różnych negatywnych, czasami wręcz natręctw lękowych, efektem których jest kompletna dysproporcja pomiędzy tym, co dzieje się w świecie kobiety, a światem mężczyzny, który przygląda się temu, słucha swojej żony i otwiera usta ze zdumienia kompletnie nie wiedząc jak zareagować na jej reakcje. Zmienność emocji, kolejny wielki problem u kobiety. O 12.00 jest taka, a o 13.00 już jej nie poznajesz. I mówisz „Co się stało? Zrobiłem coś? – Nie! Nic nie zrobiłeś!”… Dlaczego to jest tak ważne? Powiedz mi, jak można się modlić, kiedy masz kogoś takiego w relacji z sobą? Jak możesz się modlić przy kimś, kto jest zraniony w swojej naturze seksualnością i jest wielkim egoistą we wszystkim? Mówiąc o zranionej seksualności nie mówię o tym, że facet chciałby tylko uprawiać sex z każdą ładną dziewczyną, którą spotka czy zobaczy. Zraniona seksualność powoduje to, że każdy mężczyzna ma totalną skłonność do egoizmu i lenistwa. Braku poświęcenia się. To jest efekt zranionej seksualności. Że mu się po prostu nic nie chce. Jak z takim facetem, któremu się nic nie chce – w kontekście poświęcenia się dla małżeństwa i rodziny – się modlić? Demony nigdy nie atakują pojedynczo. Zawsze atakują w grupach. Więc demon seksualny, czyli nieczystości seksualnej, zawsze będzie powiązany z demonami lenistwa, z demonami uzależnienia od przyjemności, z demonami pychy, dumy i zarozumiałości. Z demonami poczucia wyższości, próżnej chwały. To jest cała banda. Jeśli jednemu otworzysz drogę do siebie, wchodzą wszyscy pozostali. I jeśli mówię tutaj jeszcze raz o mężczyznach zranionych w naturze seksualnej, która jest zdrowa, piękna i wspaniała, stworzona przez Boga, ale zainfekowana przez demona po grzechu pierworodnym, to mówię o czymś o wiele poważniejszym niż to, że ja mam chęć przespać się z jakąś ładną dziewczyną. To jest coś o wiele głębszego. I teraz jest pytanie – co mam zrobić? Jak mamy budować nasze małżeństwo? Jak mamy budować naszą modlitwę, kiedy jesteśmy tak zranieni? Kobieta w swoich emocjach, mężczyzna w swojej seksualności?

Tym, co stanowi taki pomost pomiędzy przeżyciami mężczyzny i kobiety w ostateczności jest coś, z czego prawie nikt się nie spowiada. A co stanowi fundamentalny problem w naszej duchowości. Coś, co jest nazywane fałszywą dumą. Bardzo rzadko można spotkać się z sytuacją, gdy ktoś się spowiada z fałszywej dumy. A fałszywa duma, to jest właśnie ten upór, zaciętość, że „ja nie chcę zrobić pierwszego kroku, żeby się pojednać”. Duma to jest to, że czuję się, że nie zrobiłem nic złego, „Jak ona ma problem, to niech ona zrobi coś z sobą, bo ja nie zrobiłem jej nic złego”. Duma, to jest bunt polegający na tym, że ja nie dam się wykorzystywać przez współmałżonka. Nie dam sobą tak pomiatać, nie dam się tak traktować. „Co ona sobie myśli!? Co on sobie myśli!?” To jest duma. Fałszywa duma. Taki upór, zaciętość w budowaniu relacji, w uniżeniu się przed współmałżonkiem, w rozmawianiu, próbie zrozumienia go, otwarciu swego serca, ale też ciała na pojednanie. Kobieca duma w tym wypadku bardzo mocno uwidacznia się w takim momencie, kiedy mężczyzna kompletnie nie rozumiejąc emocji kobiety chce ją przytulić i po prostu uspokoić całą sytuację, ona mówi: „Zostaw mnie! Odejdź!”. Co to jest? Urażona fałszywa duma. Prawie nikt się z tego nie spowiada, a to jest jeden z największych problemów w relacjach, w małżeństwach, czy rodzinie w ogóle. Duma! Nie pycha. Bo pycha jest wywyższaniem się nad drugim człowiekiem. Jest myśleniem, że ja wszystko najlepiej wiem.

Kiedyś zobaczyłem o co chodzi w wiecznym potępieniu szatana. Odwrotnością pychy jest pokora, to że człowiek ma świadomość swoich grzechów. Pokora, to jest doświadczanie swojej słabości, doświadczanie jej i akceptowanie jej. Pokora to jest zobaczenie swoich grzechów bez żadnych mechanizmów samo usprawiedliwiających i przyznanie się do nich: „Tak. Taki jestem” – to jest pokora. I chcę wam powiedzieć, że ja w pewien sposób widziałem jakąś minimalną pokorę diabła. I to mnie bardzo zdumiało. Tzn. w czasie egzorcyzmu diabeł w pewnym momencie zaczął użalać się nad sobą, że gdyby wiedział, jakie będą konsekwencje jego buntu, to nigdy by tego nie zrobił. Jakaś forma przyznania się, że zrobiłem źle i gdybym wiedział, że takie będą konsekwencje, to bym tego nie zrobił. I bunt na Boga: „Wy możecie cały czas grzeszyć i On wam ciągle przebacza! A ja raz źle zrobiłem i mi nie przebaczył na wieczność! Ja tylko raz źle zrobiłem. Podjąłem jedną głupią decyzję. I konsekwencje są wieczne. A wy ciągle źle robicie, ciągle grzeszycie – On wam ciągle przebacza!”. Ciekawe, nie? Ale teraz jest to, co jest najważniejsze. Egzorcysta mówi tak: „On ci przebaczy. Tylko uniż się przed Nim i poproś Go o przebaczenie. I ryk diabła: Nigdy!!! Nigdy!!!”. Czyli można przyznawać się, że jest się takim, jakim się jest, użalać się nad konsekwencjami swoich decyzji, ale poprosić o przebaczenie? Nie. Co to jest? To jest właśnie ta fałszywa duma. Ta piekielna, szatańska duma, że ja nie chcę poprosić o przebaczenie, nie chcę się uniżyć przed drugim człowiekiem, będę za wszelką cenę udowadniał, że to ja mam rację. I może w jakiś sposób będzie przyznanie się do winy, ale moja duma nie pozwala mi uklęknąć przed współmałżonkiem przed Bogiem i poprosić Go o przebaczenie. Zobaczcie czy my czasami w naszych małżeństwach nie kontynuujemy tego typu piekielnej, szatańskiej dumy. Że nawet jeśli wiem, że źle zrobiłem, że zraniłem mojego współmałżonka, to jestem zbyt dumny, żeby uklęknąć i poprosić go o przebaczenie. „Będę go karała, trzy dni nie będę się odzywać. Niech zobaczy! Niech poczuje! Niech wie, że zrobił źle. Chciał się kochać ze mną dziś wieczorem?… Ha, ha, ha… Niech przyjdzie tylko…”. Co to jest? To są odmiany tej piekielnej dumy. My myślimy, że to jest takie naturalne, ludzkie, że to emocje zranione itd. Mam prawo poobrażać się. Nie! Dlatego, że w chwili śmierci uwiecznią się wszystkie twoje decyzje, które podejmowałeś na ziemi i to one wyznaczą twój sąd. To one cię osądzą. Dlatego ci, którzy trenują systematycznie spowiedź świętą, którzy raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu, raz w miesiącu przychodzą do Boga, klękają i mówią „Przepraszam Cię za to. Przepraszam Cię za to, naprawdę nie chciałem tego. Chcę się poprawić. Przebacz mi, proszę.” – co oni trenują? Oni trenują swój sąd ostateczny. Że kiedy staną przed Bogiem w chwili swojej śmierci i zobaczą wszystkie swoje grzechy, to będą na tyle pokorni, na tyle „wytrenowali” już przepraszanie za swoje grzechy, że powiedzą: „Boże, tak. Taki jestem, ale proszę Cię, przebacz mi.” Więc wyobraźcie sobie, jaki wstrząs przeżyją ludzie, którzy mówią „ja się nie mam z czego spowiadać”, „Ja jestem dobrym człowiekiem, jestem ok., jestem w porządku i nie mam się z czego spowiadać.” i całe życie nie „trenują” z serca uniżania się przed Bogiem i proszenia Go o przebaczenie. Jaki wstrząs ten ktoś przeżyje w momencie, w którym stanie przed Bogiem i zobaczy oczami Boga świństwa, podłości, zdrady, niewierności, grzechy, które zrobił komuś, samemu sobie i wszystkim innym ludziom. Możecie sobie wyobrazić. I wtedy taki ktoś widząc to, powie: „Nie! Ok., zrobiłem to, ale nie uniżę się przed Tobą, nie poproszę Cię o przebaczenie! – Rozumiem, powie Bóg, ale wtedy nie będziesz mógł być ze mną w niebie. – No to nie!!! – krzyknie człowiek” i odejdzie w ciemność, żeby nie widzieć światła Bożego, prawdy o sobie, bo Bóg jest Prawdą. Prawdą też o mnie. Bóg nikogo nie potępia. Bóg nikogo nie skazuje na piekło. Ludzie sami podejmują świadomą decyzję, że: „nie uniżę się przed Tobą”. Pomimo tego, że widzą prawdę o sobie. Mówią: „odchodzę gdzie jest najciemniej, żebyś na mnie nie patrzył. Gdzie nie będę widział prawdy o sobie”. I to jest piekło.

Rozważania Drogi Krzyżowej dla Małżeństw

Dlatego to, o co chcę was prosić, to Droga Krzyżowa, którą sami w małżeństwie przejdziecie. Każde małżeństwo w swoim rytmie i w swoim „przeżyciu” każdej stacji. W uczeniu się – nie tylko przepraszaniu za grzechy – ale wysłuchaniu od naszego współmałżonka, jak on czuje się zraniony moją postawą, moim zachowaniem, moimi grzechami i poproszeniem o przebaczenie w uniżeniu przed współmałżonkiem. Chciałbym, żeby ta Droga Krzyżowa – każda z tych stacji – zawierała, o ile to możliwe – te trzy punkty przebaczania małżeńskiego.[1] Więc zapiszmy sobie to w ten sposób teraz:

STACJA I. Pan Jezus skazany na śmierć.

(I teraz, po każdej z tych stacji podyktuję jedno, dwa pytania, jako refleksję, którą potem sami rozwiniecie w kontekście przebaczania.)

1. Ile razy skazałem mojego współmałżonka osądem w sercu, ostrym słowem potępiającym,                                 krytykującym, obmawiającym?
2. Ile razy moje słowo dosłownie powaliło i zrujnowało relację małżeńską?
3. Moje zachowania, gesty – w jaki sposób skazały mojego współmałżonka na śmierć naszej relacji?

I teraz: tobie może się wydawać, że nie zrobiłeś nic złego – po prostu powiedziałeś pewne rzeczy, które trzeba było powiedzieć, ale twój współmałżonek mógł to odebrać zupełnie inaczej – to go po prostu zupełnie zniszczyło, skazało na śmierć emocjonalną, szczególnie jeśli chodzi o kobiety. My mężczyźni inaczej to przyjmujemy. Kobiety przyjmują bardzo wrażliwie i kompletnie czasami inaczej odczytują to, co my mówimy. Ty nawet zwracasz uwagę, aby było dobrze, a ona to bierze jako atak na siebie, na to że ją poniżasz, że lekceważysz ją, że masz ją za kogoś zupełnie innego. I tutaj chodzi o to, żebyś posłuchał w tej stacji również swojej żony, która powie: „Mężu, to, to i tamto, co powiedziałeś bardzo mnie zraniło.”. Nie tłumacz się: „Ale ja nie chciałem… chodziło mi o coś innego…!”. Zostaw to. To nie jest teraz czas na to, żeby tłumaczyć się, żeby dialogować. To jest czas, żeby wysłuchać mojego współmałżonka, który ma prawo tak to odebrać, bo jest zupełnie innym światem, ma inną wrażliwość niż ja i ma prawo czuć się zraniony. Więc po tej stacji, jeśli przeprosimy się nawzajem i wyznamy, że też w tym i w tym poczułem się zraniony, poczułam się zraniona – wysłuchajcie się nawzajem, klęknijcie przed sobą i powiedzcie: „Ale to wszystko z całego serca Ci przebaczam.”. Wstańcie i idźcie do następnej stacji. To klęknięcie jest bardzo ważne – to jest uniżenie. Możemy nawet zrobić w ten sposób, że możecie trwać chwilę dłużej w uniżeniu. Żeby to uniżenie naprawdę mnie przemieniało – że ja świadomie uniżam się przed moim współmałżonkiem. Że chociaż ja nie czuję się winny, to rozumiem, że możesz tak zareagować, że to ciebie tak zabolało i przepraszam cię za to.

STACJA II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.

W tej stacji przeproście siebie nawzajem za to, że być może przychodziły takie momenty w waszym małżeństwie, w których chcieliście odrzucić krzyż, czyli odrzucić swojego współmałżonka takim jakim jest. Nie chcieć mieć już z nim nic wspólnego. Począwszy od takich małych odrzuceń w ciągu dnia za byle co, czasami – te wszystkie fochy: „Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Odejdź ode mnie! Zostaw mnie! Mam cię dość!.” Aż po myśli, które być może narodziły się w naszej głowie, że „nie chcę mieć z tobą już nic wspólnego” i rozwód. Przyjęcie krzyża, którym jest mój małżonek czy odrzucenie krzyża? I za to się przeproście i poproście o przebaczenie i uniżcie się przed sobą.

STACJA III. Pan Jezus upada pierwszy raz pod krzyżem.

To są te pierwsze okazje do grzechu – bo zanim grzech nastąpi, to najpierw pojawia się pokusa. I to są te pierwsze okazje, które potem mogą przerodzić się w nałóg. Jeśli tych pierwszych okazji nie odrzucimy, nie zresetujemy ich i pozwolimy sobie na takie: „Ach, jeden kieliszek… wszyscy tam, wiesz… jedno piwo…”. Za pięć lat będziesz pijany przychodził do domu. A wszystko zaczęło się od tego, że „jeden kieliszek, nie…? Ach, popatrzę sobie na ładną dziewczynę w Internecie. A, ładna jest. Dobra…”. Za pięć lat będziesz tkwił w szponach pornografii i masturbacji, a rozpoczęło się od tego pierwszego kliknięcia w Internecie na stronę XXX. To są te pierwsze okazje. „A, wszyscy tak to robią. To nic złego”. Przeproście się nawzajem za to. „Przepraszam cię moja żono. Przepraszam cię za to, że byłem tak głupi, że pozwoliłem, żeby te pierwsze pokusy zawładnęły moim sercem i teraz cierpisz przeze mnie, cierpią moje dzieci. Przepraszam cię. Ta pierwsza kobieta, na którą spojrzałem, a z którą potem romansowałem na boku. I ty potem widziałaś to i teraz bardzo cierpisz i może trudno tobie mi przebaczyć już od 10 czy 20 lat – tamtą kobietę i tamten romans. Przepraszam cię za to, że po raz pierwszy, kiedy spojrzałem wtedy na tę kobietę, w sercu zapragnąłem być z nią, przespać się z nią. Wiem, że to widziałaś i tak bardzo cię tym poraniłem. Przepraszam cię za to, z całego serca.” Przepraszamy za nie odrzucone, ale wykorzystane okazje do grzechu, który zlekceważyliśmy i pokusa rozwinęła się w naszym wnętrzu.

STACJA IV. Jezus spotyka swoją Matkę.

W czwartej stacji drogi krzyżowej oddajemy nasze małżeństwo Maryi, Matce Pięknej Miłości. I to, co stało się w trzech pierwszych stacjach zamykamy we wspólnej małżeńskiej modlitwie:

„Maryjo, Matko Pięknej Miłości, przyjdź teraz do naszego małżeństwa, zapraszamy Cię. Ty znasz nasze serca – przemień je, Maryjo. Zapraszamy Cię tak, jak zaprosili Cię małżonkowie w Kanie Galilejskiej. Bądź z nami. Czuwaj. Jeśli będzie brakowało nam wina, czyli miłości, radości, fascynacji sobą nawzajem, interweniuj u Ojca, interweniuj u Jezusa. Bądź z nami w naszym małżeństwie Maryjo, 24 godziny na dobę i chroń nas swoją modlitwą i czułością.”

STACJA V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi.

W tej stacji rozważcie wasze małżeństwo, na ile widząc to, że mój współmałżonek nie daje sobie z czymś rady, pomagałem mu lub nie pomagałem. Pomagam wtedy, kiedy go wzmacniam, kiedy wierzę w niego, kiedy jestem przy nim, kiedy go nieustannie zachęcam. Nie pomagam wtedy, kiedy go krytykuję, potępiam, osądzam, jeszcze bardziej podcinam skrzydła – za jego słabość, za jego grzechy, za to, że sobie z czymś nie radzi, za ten krzyż, który nosi, wtedy gdy jego osobisty krzyż jest zbyt ciężki dla niego. Za to się przeproście i poproście o przebaczenie.

Chciałbym szczególnie zwrócić uwagę na mężczyzn, czyli na mężów przy swoich żonach. Szczególnie w takich prostych sytuacjach, kiedy widzisz, że twoja żona jest zmęczona, kiedy też ma już wszystkiego dosyć, kiedy trzeba jeszcze zrobić to, to i tamto – to ty, zmęczony jak Szymon z Cyreny wracasz po robocie (bo on przecież wracał po robocie ), który ma teraz jeszcze pomóc nieść ciężki krzyż skazańca. I ty możesz wracać po pracy zmęczony różnymi sytuacjami, ale jeszcze w domu trzeba zrobić to i to – i ci się na maksa nie chce. Przeprośmy się nawzajem za to. Szczególnie mężczyźni – przeproście żony, w sercu przeproście wasze dzieci w sercu za brak zaangażowania się w dom po przyjściu z pracy.

STACJA VI. Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa.

W szóstej stacji drogi krzyżowej, gdzie jest święta Weronika, kobiety zwróćcie szczególnie uwagę, żony kochane, ile razy otarłyście waszą wrażliwością, waszą miłością i waszą czułością twarz waszego męża. Zmęczoną, udręczoną, która dźwiga ciężar zaopatrywania domu, małżeństwa i waszych potrzeb, chociażby finansowych. Ile razy wasz mąż mógł liczyć po przyjściu z pracy na to, że zanim powiesz mu, co on ma zrobić i co trzeba zrobić jeszcze w domu, przytulisz, wymasujesz kark… Po prostu będziesz Weroniką dla swojego męża, która rozumie jego zmęczenie, która rozumie to, że było trudno w pracy, że szef na niego nawrzeszczał, że czuje się sfrustrowany. Na ile byłam Weroniką. I za to, że nie byłam Weroniką tyle razy, a zachowałam się jak szefowa z korporacji mojego męża, za to szczególnie przeproście waszych mężów.

STACJA VII. Pan Jezusa upada pod krzyżem po raz drugi.

To stacja, która szczególnie związana jest z powierzchownymi spowiedziami świętymi. I tutaj chciałbym, żebyście przeprosili i Boga i siebie nawzajem za to, że tak często chodzimy do spowiedzi, ale te spowiedzi są tak powierzchowne, po których w ogóle się nie nawracam i zabijam nadzieję w swoim współmałżonku, że może po spowiedzi coś się zmieni w naszym małżeństwie. Szczególnie, jeśli chodzi o żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Nic się nie zmieniło, po prostu był tylko rytuał w konfesjonale, ale za tym nic nie poszło, nie było zmian w waszym małżeństwie. I po raz kolejny umarła nadzieja, że coś może być lepiej, że coś może się zmienić. Przeproście się nawzajem za to.

STACJA VIII. Jezus spotyka płaczące niewiasty.

„Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i nad waszymi dziećmi”. Tutaj chciałbym, żebyście, kochani, przeprosili się za to, że będziemy płakać nad krzyżem Jezusa, a nie płakać nad krzyżem swojego współmałżonka. Będziemy np. kontemplować to, co nasze grzechy zrobiły Jezusowi na krzyżu, a nie będziemy widzieć, co nasze grzechy zrobiły małżonkowi, jak bardzo jego poraniły. I może trzeba przeprosić „za to, że nie płakałem, chociaż w sercu nad tym, co zrobiłem tobie, kochana żono, kochany mężu. Że było mi to obojętne, a jak mi zwróciłaś uwagę, że cię to boli, to wzruszyłem ramionami. Poszedłem do swojego pokoju. Że nie wzruszyłem się tym, co mój grzech zrobił tobie. Że tobie, patrząc na mnie, wydawało się, że mnie to kompletnie nie obchodzi, co zrobiłem.”. Przeproście się za to nawzajem. Za tą niewrażliwość, obojętność na ból współmałżonka wywołany naszym grzechem.

STACJA IX. Jezus trzeci raz upada pod krzyżem.

To jest stacja, którą Jezus odkupia grzechy nałogowe, czyli grzechy, z których ja już kompletnie nie jestem w stanie absolutnie powstać. To jest po prostu druga moja natura – że wszystkie moje mocne postanowienia nic nie dają, bo za każdym razem ten nałóg mnie upadla, zniewala. I tutaj, jeśli jest coś takiego między waszymi relacjami, o których wiem, „że to jest mój nałóg, który trwa już lata i który rozwala nam małżeństwo, niszczy nam rodzinę”, dokonajcie prostej modlitwy uwolnienia. Poproście Jezusa przez moc trzeciego upadku i powstania Jezusa z trzeciego upadku, aby uwolnił twojego męża, twoją żonę od tego, co tak wiele lat go, czy ją niszczy, upadla, poniża. ( Propozycja: W Imieniu Jezusa, przez wstawiennictwo Matki Bożej Matki Pięknej Miłości, Wspomożycielki Wiernych, za wstawiennictwem naszych aniołów stróżów, wszystkich świętych i naszych patronów, przez moc sakramentu chrztu, bierzmowania i sakramentu małżeństwa, przez moc powstania Jezusa z trzeciego upadku, rozkazuję zniewoleniu, uzależnieniu, które niszczy mojego męża, żonę, aby natychmiast zostało zniszczone nad jego, jej życiem i odeszło od niego, od niej i nigdy więcej do niego nie wracało! Amen!

STACJA X. Jezus z szat obnażony.

To są wszystkie zranienia związane z grzechami seksualnymi. Przeproście się za to wszystko, co w waszym małżeństwie było przedmiotowym potraktowaniem współmałżonka we współżyciu seksualnym. I tu znowu dajcie sobie czas i dajcie sobie szczerość i uniżenie wzajemne, żeby wysłuchać współmałżonka. Czy on się np. poczuł zraniony takim i takim traktowaniem w tej najbardziej intymnej sferze małżeńskiej. „Wiesz jak wtedy i wtedy współżyliśmy, to nas to wcale nie jednoczyło, a wręcz bardzo mnie zraniło, bo poczułam się wykorzystana przez ciebie. – Ale wiesz, ja chciałem cię kochać najpiękniej. – Ale ja się tak poczułam, że traktowałeś mnie przedmiotowo, że żądza była większa, tak mi się wydaje, niż twoja czułość. Ja się tak poczułam, kiedy się kochaliśmy.”. Przeproś. Przeproście się nawzajem za wszystko to, czym w tej najbardziej intymnej sferze poraniliście się – przez takie, a nie inne potraktowanie, które zraniło godność współmałżonka.

STACJA XI. Jezus przybity do krzyża.

W tej stacji być może pierwszy raz będzie trzeba przeprosić za podniesienie ręki na współmałżonka, być może za uderzenie go. Być może za wszystkie grzechy, które przestraszyły, szczególnie nasze żony – podniesiona pięść, uderzenie w stół. Może nie były bezpośrednim uderzeniem, ale przemoc zawarta w tym wszystkim była jak przybicie rąk do krzyża współmałżonka. Aczkolwiek coraz częściej zdarza się, że żony zaczynają bić swych mężów. I mężczyźni stają się bezbronni wobec agresji swoich kobiet. Więc tutaj też przeanalizujcie sobie swoje zachowania i przeproście i wybaczcie sobie każdy krzyk, gest przemocy wobec siebie.

STACJA XII. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu.

Tą stację po prostu spędźcie w całkowitej ciszy, na kolanach. Sprowadźcie wasze dzieci w sercu pod krzyż i po prostu proście, aby krew Jezusa całkowicie przebaczyła wam wszystkie wasze małżeńskie i rodzinne grzechy. Żeby pod krzyżem dokonało się całkowite pojednanie między wami. Być może wysłuchasz historii twojej żony po raz setny – że ona się tym i tym jeszcze przejmuje, jeszcze ci nie przebacza – wysłuchaj. Ale pod krzyżem 12. stacji niech dokona się całkowite pojednanie. Ze strony kobiet – nie wspominanie już tego, co się stało, tylko naprawdę pojednanie się. A jednym ze znaków, owoców pojednania się jest to, że już nie będzie się wracać się do przeszłości. Zostaje to całkowicie zanurzone w przebaczeniu Boga i człowieka „Już nie będę wypominać mojemu współmałżonkowi tego, jak mnie zranił.”. Amen.

STACJA XIII. Pan Jezus zdjęty z krzyża.

I w tej stacji również chciałbym, aby – jeśli to będzie możliwe – czyli znajdzie takie miejsce, w którym chciałbym, abyście byli Maryją dla swojego współmałżonka. Ponieważ tematem tej stacji jest to, że Maryja przyjmuje obolałe, poranione ciało Jezusa i po prostu swoimi łzami, pocałunkami, swoim dotykiem opatruje każdą z tych ran. I pięknie byłoby gdybyście znaleźli takie miejsce, gdzie się ukryjecie z boku i po prostu przytulicie swojego współmałżonka i tylko przez głaskanie, pocałunek w policzek, w czoło, w rękę – po prostu takim symbolicznym gestem będziecie opatrywać każdą ranę, każde zranienie jakie zadaliście współmałżonkowi. Jeśli nie będzie takiego miejsca, to zróbcie to razem w ciszy serca wyobrażając sobie, że to robicie będąc przy tej stacji. Takie bez słów opatrywanie przez pocałunek, przez głaskanie każdej rany współmałżonka. Oczywiście niech to będzie dyskretne. W najmniejszym pocałunku w policzek, czy w czoło, czy głaskaniu, czy pocałunku w rękę – można bardzo wiele wyrazić.

STACJA XIV. Złożenie do groby Pana Jezusa.

W tej stacji oddacie Jezusowi wszystkie sytuacje waszego grobu małżeńskiego. Czyli te sytuacje, w których bardzo chcecie już może od dłuższego czasu zmartwychwstać, ale straciliście już na to nadzieję, że to jest możliwe, że coś może się zmienić. Że umarła wasza nadzieja na to, że cokolwiek może się jeszcze zmienić. I proście o dar nadziei. To jest tzw. cnota kardynalna, czyli podstawowa, fundamentalna. Wiara, nadzieja i miłość. Rzadko kiedy na modlitwie wołamy z całego serca o nadzieję, o dar nadziei. Nadzieja najkrócej, to jest oczekiwanie wszystkiego dobrego od Boga w moim życiu. Że wszystko się dobrze skończy. Że choćby teraz było piekło – będzie niebo. Że choćby teraz była beznadzieja – wszystko się zmieni. To jest nadzieja: oczekiwanie wszystkiego dobrego od Boga. To jest dar nadziei.

To musi być indywidualna droga krzyżowa każdego małżeństwa. W swoim rytmie, w swoim czasie. Przy czym przy niektórych stacjach trzeba będzie dłużej pobyć ze sobą i porozmawiać. Przy niektórych stacjach krócej. Chciałbym, żeby to było wielkie zwycięstwo zmartwychwstania na zakończenie. I wielkie uzdrowienie serc małżeńskich przez moc Drogi Krzyżowej Jezusa za nas i dla nas. Błogosławię każde małżeństwo na to najpiękniejsze zmartwychwstanie Waszej miłości przez modlitwę Maryi Matki Pięknej Miłości, Matki Waszego małżeństwa. Amen.

[1] Wysłuchanie, przeproszenie i poproszenie w uniżeniu o przebaczenie.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.